Długo się zastanawiałam czy wybrać się na wycieczkę o podanej trasie. Organizowało ją Koło Przewodników z Wisły. Nie ukrywam, że się bałam. Co ja tam będę robiła? O czym rozmawiała? Czy dam radę? Wcześniej rozmawiałam z Panią profesor Krystyną Samiec (opiekunką naszego koła). Pani pocieszała mnie, że to nic strasznego i mówiła, że pan Czarek Molin, który jest organizatorem wszystkich wycieczek, szkoleniówek z Koła Przewodników jest bardzo miły. I że się pewnie ucieszy. Rozmawiałam także z Panem Sebastianem Bestrzańskim, prezesem, przewodniczącym Koła Przewodników i to on mnie chyba najbardziej przekonał. Może dlatego że jest bardzo gadatliwy :). Powiedział mi, że jeśli chodzi o kondycję to dam sobie radę i żebym się nie bała, bo to nie są sztywni ludzie (Ci przewodnicy). W końcu rozmawiałam także z Panem Czarkiem, ale tylko przez telefon. I wydało mi się z rozmów z nim, że ma pewne obawy co to ja za jedna jestem. Więc z tego wszystkiego powiedziałam mu o pełnionych "funkcjach". Nie wiem czy to było takie przekonujące, ale pomyślałam, że zawsze coś :). Z Panem Czarkiem dogadałam się co do pory, kasy itp. Teraz przejdę już do prawdziwej relacji :).
Wsiadłam rano w autobus (o zgrozo spóĄniony!!!). Dojechałam na miejsce spotkania. Czasu było dużo, bo PKS w niedziele kursuje tragicznie. Siedzę na przystanku i wypatruje autobusu, którym ma przyjechać Pan Cezary. W końcu ktoś wysiada z autobusu domyślam się, że to Pan Czarek, więc wstaję. Małe powitanie i przechodzimy przez drogę do "koleżanki pana Czarka". Ona to miała jechać z nami i zawieść nas na miejsce. Patrzę, a to znajome mi osoby! Z Iwoną i Mariuszem (wtedy jeszcze nie wiedziałam jak mają na imię) z którymi byłam na "Rajdzie ku Źródłom Wisły". Był to rajd markiersko-pieszy. No a my byliśmy oczywiście na biegówkach. Miło ich spotkać i mieć kogoś choć troszkę znajomego "przy sobie". Nie wiedziałam wtedy, że to będzie tak piękny początek przyjaĄni! Po przedstawieniu się i przywitaniu wsiadamy i ruszamy w stronę Cieszyna. Na szczęście Pan Czarek jest bardzo gadatliwy to ja sobie mogę spokojnie posiedzieć za kierowcą i patrzeć za okno. W Ustroniu wsiada Pani Ola. I już jesteśmy wszyscy. Pani Ola i Pan Czarek teraz zajęci rozmową. W Cieszynie przed przejściem granicznym wymieniamy kasę w kantorze (tzn. ja i Iwona). Udaje mi się z nią zamienić parę miłych słów. Marcin jako kierowca zbiera paszporty i dowody osobiste. Przekraczamy Polsko-Czeską granicę.
Teraz Pan Czarek opowiada nam trochę dalej jakie za oknem widać szczyty. W sumie to niewiele różnią się od naszych w Beskidzkie Śląskim. Ale tak jakoś wydają mi się ciekawsze. Może dlatego, że 1 raz jestem w Beskidzie Śląsko-Morawskim. I są to dla mnie miejsca mało znane i tajemnicze...
Znajdujemy miejsce aby zaparkować. Startujemy w Kuncicach pod Ondrzejnikiem. Jest to
Piotr Nowicki „Beskid Śląsko-Morawski”duża letniskowa wieś rozłożona po obu stronach niskiego grzbietu łączącego masyw Ondrzejnika i Kniehyni
Nasza ekipa to:
9.25 - rozpoczynamy wycieczkę! Kuncice pod Ondrzejnikiem PKP. Idę z tyłu. Nie chcę się rzucać w oczy.
9.38 - docieramy do
Piotr Nowicki „Beskid Śląsko-Morawski”dawnej greckokatolickiej cerkwi św. Prokopa z lat 70-tych XVII wieku, przeniesiona w 1931r. z miejscowości Glinianie (koło Mukaczewa) na Ukrainie Zakarpackiej. Przeniesienie cerkwi sfinansował bogaty przemysłowiec z Ostrawy, J. Sabela. Po ustawieniu na obecnym miejscu świątynię wyświęcono jako kościół katolicki, a pierwszą uroczystością, jaka się w nim odbyła był ślub córki Sabeli z hrabią Larischem. Świątynia przedstawia się jako trójdzielna budowla kryta gontem i otoczona otwartymi sobotami. Których okap wspiera się na rzeĄbionych słupach. Nad babińcem wznosi się wieża z izbą i gontową baniastą kopułą. Nieco mniejsze kopuły wieńczą namiotowe dachy nad nawą i prezbiterium. We wnętrzu warto zobaczyć dobrze zachowany XVII-wieczny ikonostas.
Ruszamy dalej i o 10.21 mamy odpoczynek przy Kolybie. Pan Czarek pije piwo. Jemy śniadanie. Zapisuje w notesie godzinę, a Pan Czarek się śmieje, że zapisuje :"Czarek pije piwo" :). Rozmawialiśmy o językach czeskim i słowackim. Takie tam różne. Cicha ta wieś i pusto.
10.37 - wyruszamy. Teraz jakoś trzymam się z Panią Olą. Rozmawiamy o jej wycieczkach z dziećmi. Pani Ola robi im 3-dniówki nawet! Pięknie! Niech się uczą :). Pani Ola mówi o ich zapale do zdobywania odznak. Przed wycieczką dzieci się pytają Pani Oli ile ta góra na która idą ma wysokości. Pani Ola mówi tyle a tyle. A dzieci: a nie ta jest mała. IdĄmy na większa, bo mi potrzeba więcej punktów do odznaki:). Dobre są! Kiedy tak idziemy jest tutaj taki potok i pełno parzydła leśnego. Kiedy zaczyna się pod górę trzymam się z Panią Olą. Pan Czarek zgubił się gdzieś daleko w przodzie. Potem Pani Ola mi uciekła i idę sama w idealnym środku. Bo Iluś i Mariusz są w tyle. Mijamy jakąś starą chatę myśliwską - Leopoldkę. Przed nią 4 młodych ludzi, witają się. Kiedy dochodzę do Pana Czarka i Pani Oli mijam czeskie stokrotki... Czekamy na Iwonę i Mariusza. Ruszamy potem dalej. To są Rozstaje pod Mala Stlona - 11.27 ruszamy dalej.
Teraz wkraczamy do Rezerwatu Kniehynia - Diabelski Młyn.
Piotr Nowicki „Beskid Śląsko-Morawski”Został on utworzony w 1990r. Jego powierzchnia to 190,02 ha. Położony jest w centralnej, najwyższej części masywu Kniehyni i Diabelskiego Młyna. Jest to największy rezerwat w Beskidzkie Śląsko-Morawiskim. Chroni naturalny bór świerkowy z dużym udziałem jarzębiny, przechodzący niżej w dolnoreglowy las jodłowo - bukowy
12.29 zdobywamy Kniehynie 1257 m n.p.m.! Każdy z osobna wpisuje się do zeszytu, który jest na szczycie. Widoki są piękne! Na pd.- wsch. stoku Knehyni znajduje się Knehyńska Jaskinia (bardzo trudna do odszukania!) o łącznej długości korytarzy 280 metrów i głębokości 58 metrów.
12.55 - ruszamy w dół. Docieramy na Knehyńską Łąkę.
Piotr Nowicki „Beskid Śląsko-Morawski”Większość szczytów masywu jest gęsto zalesiona. Rozleglejsze widoki można podziwiać jednak z Polany Knehyńska Łąka. Położonej na przełęczy (1150 m n.p.m.) pomiędzy Kniehynią i Diabelskim Młynem. Otwiera się też z niej panorama obejmująca masyw Smreka, grzbiet Zachodnich Gór, a na dalszych planach Jaworniki. (…) Na Knehyńskiej Łące napotykamy kamienny obelisk poświęcony partyzantom I Czechosłowackiej Brygady Partyzanckiej im. Jana Zizki
13.12 - Idziemy do Knehynskiego Potoku. Jest tutaj bardzo cicho. Las tak ładnie pachnie. 13.22 - Zdobywamy Diabelski Młyn (Centuś Młyn) 1207 m n.p.m.
Piotr Nowicki „Beskid Śląsko-Morawski”Na szczycie Diabelskiego Młyna uwagę zwraca wypełniona głazami, 50 metrowej długości rozpadlina biegnąca wzdłuż grzbietu. Według miejscowej legendy, od której zresztą wzięła się nazwa szczytu, są to pozostałości zbudowanego przez diabła młyna, w którym musieli pracować grzesznicy z okolicznych wiosek.
Kliny to rezerwat położony na wschodnich stokach grzbietu Diabelski Młyn - Bukowina. Chroni zbliżone do pierwotnych fragmenty lasów regla górnego i dolnego. W górnej części porasta go bór świerkowy, niżej las mieszany z udziałem jesionu, jaworu, klonu zwyczajnego, przechodzący w dolnych partiach w żyzną buczynę karpacką.
Po przeczytaniu legendy ruszamy dalej. 14.15 - zdobywamy szczyt Tanecznice 1084 m n.p.m. Pan Czarek czytał nam legendę, ale zapomniałam ją. W przewodniku nic nie pisze na temat szczytu, tylko że znajduje się tu zniszczona skocznia narciarska z 1926r. Jest ona najstarsza w Beskidzkie Śląsko - Morawskim.
Na szczycie pełno jest „wieżyczek” układanych z kamieni. 14.34 - Jesteśmy na Przełęczy Pustewny (1018 m n.p.m.). Zasiadamy i robimy sobie przerwę. Pani Ola poszła cos zjeść. Jest tu tyle ludzi. Przyjeżdżają samochodami, rowerami.
Piotr Nowicki „Beskid Śląsko-Morawski”Wysoka Przełęcz Pustewny(1018 m n.p.m.) oddziela Radgoszcz od masywu Knehyni i Diabelskiego Młyna. Nazwa Przełęczy wzięła się od pustelników, którzy zamieszkiwali tu w XVII i XIX wieku. Obecnie Pustewny są najpopularniejszy, centrum turystycznym Beskidu Śląsko- Morawskiego. Na Przełęczy stoją 4 schroniska.(…) Pustewny są punktem wyjścia ścieżki przyrodniczej na „Radegast”, która prowadzi stąd w czterech kierunkach na Radgoszcz, do Frensztatu, do Czeladnej przez Diabelski Młyn oraz na Przełęcz Martniak.
15.22 - docieramy do „Pyrliki” Stąd możemy podziwiać cudowne widoki! Coś pięknego!
Piotr Nowicki „Beskid Śląsko-Morawski”Nad przełęczą na stoku Radgoszcza wznosi się drewniana altana widokowa „Cyrlika” z 1893r. 300 metrów na Pd. Zachód od altanki znajdują się tzw. Dziury- 4 wąskie szczelinowe jaskinie o łacznej długości 370 metrów, w których mieszkali niegdyś wspomniani wcześniej pustelnicy
15.35 - jesteśmy przy posągu Radegasta. 16.09 zdobywamy Radgoszcz 1129 m n.p.m.
Na głównym wierzchołku (1129 m n.p.m.) wznosi się kaplica św. Cyryla i Metodego. Kamienna kaplicę na planie krzyża greckiego, nawiązującą architekturą do świątyń bizantyjskich, postawiono w 1898r. według projektu kromeryżskiego architekta Skibińskiego. W roku 1926 dobudowano w niej harmonizującą z całością, a całą kaplicę obłożono gontem. We wnętrzu na uwagę zasługuje kopia obrazu Wałaskiej Madonny pędzla Adolfa Liebschera oraz sceny życia świętych Cyryla i Metodego.
Rezerwat Radgoszcz położony jest na PN. stokach Radgoszcza. Został utworzony w 1955r. Jego powierzchnia to 144, 93 ha. Chroni zarówno partie dolnoreglowego lasu bukowo-jodłowego z domieszką jesionu, jaworu, klonu zwyczajnego, jak i rosnące wyżej górnoreglowe świerczyny. W górnej części rezerwatu, w wyniku trudnych warunków klimatycznych, można obserwować zjawisko karłowacenia świerków i przybierania przez nie form krzaczastych, charakterystycznych dla górnej granicy lasu
Wracamy do schroniska „Radegast” uruchomionego przez PRJ w 1907r. Tutaj robimy sobie długi odpoczynek. Ja zostaję na polu i siadam za stołem. Oglądam sobie piękne widoki! Bardzo ładniej jest tutaj. Przychodzą póĄniej rowerzyści.
O 17.29 wyruszamy już. Idziemy teraz w dół. 18.26 - odpoczywamy w Trojanowiczach przy pensionacie „U lip”. PóĄniej już mi się trochę nie chce iść i wlokę się bardziej z tyłu. Tym bardziej że jest trochę ładnych roślinek. Na sam koniec kiedy zmierzamy do samochodu nawet fotek nie chce mi się robić. Przyznaję, że Pan Czarek mnie trochę wymęczył. O 20.10 dochodzimy do samochodu. Nareszcie. Jak miło sobie usiąść na czymś miękkim i niczym się nie przejmować. Patrzeć tylko na widoki. Przekraczamy granicę. Pani Ola wysiada. Mariusz odwozi Pana Czarka do Głębiec, a mnie do Czarnego. Mariusz i Iwona wracją do domu. 0 23.00 mogę się już położyć.
Morały/ wnioski/ przemyślenia/
Wycieczka była super!!! Beskid Śląsko - Morawski bardzo mi się spodobał! Okazało się, że moim współtowarzysze wyprawy są miłymi ludĄmi. Teraz mam nadzieję że to nie była moja ostatnia wycieczka z Kołem Przewodników. Pogoda nam dopisała! Humory też! Za taka trasę dostaję się 35 punkty GOT. Idzie się dosyć długo, mieliśmy też trochę odpoczynków. Trasa jest taka spacerowa. Mała różnica wzniesień. Było superancko!!!