Okropnie się ucieszyłam na wiadomość o kolejnej wycieczce z Mariuszem i Iwonką! Nie mówiąc już, że jest ona w tak piękne tereny! Słowacja, Mała Fatra, nowe wyzwanie! Tak bardzo się cieszę na te wyprawę! I to tym bardziej, że biorę ze sobą kuzynkę - Magdę ze Skoczowa! Będzie super!- tak myślałam cały czas. Nie wiedziałam wtedy, że to będzie mój najpiękniejszy wyjazd w góry!
Bałam się cały czas, że pójdziemy z kołem ze Skoczowa. Bałam się tego czy mnie zaakceptują, jak się pójdzie w większej grupie. Wszystko to było tajemnicą aż do dnia 16 lipca 2006
Wstaję rano. Szykuję się. Magda jest u mnie na wakacjach, więc razem idziemy na autobus. Opowiadamy z przejęciem o wszystkim. Zmartwiłam się trochę, bo Magda nie zabrała kurtki. Pogoda zapowiadała się ładnie, ale zostaje jeszcze wiatr. Autobus przyjechał w miarę punktualnie. Na Oazie z przejęciem czekałyśmy na spotkanie z Iwonką i Mariuszem. Nie wiem dlaczego, ale na miejscu zaczęłam się tym okropnie przejmować i zaczęło mi być strasznie wesoło. Patrzę - jedzie niebieski Matiz. Więc to już! Wysiadają Mariusz i Iwonka! Pojawiam się u mnie nieśmiały uśmiech. Serdecznie się witamy. Po chwili siedzimy w samochodzie i opowiadamy coś wesoło. Drugie spotkanie wyszło pięknie. Magdzie też się podoba więc jest dobrze. Mariusz i Iwonka opowiadają o pobycie w Tatrach Słowackich. Pięknie się tego słucha! Czas szybko płynie. Troszkę dyskusje cichną. Iwonka odsypia. Patrzę za okno - moje ulubione zajęcie. Jak krajobraz potrafi się zmienić w ciągu kilku kilometrów.
Wysiadka i pierwsza styczność z grupą ze Skoczowa. Chyba będzie fajnie. Tylko ich liczność mnie przeraża. Idę z Magda trochę z tyłu. Iwonka i Mariusz znają niektóre osoby, więc mają podstawy do rozmów. Ja mam Magdę. Zaczynam powoli robić zdjęcia. Wczuwać się w te klimaty. Chyba się mi tu podoba. Idziemy dobrym tempem. Grupa ze Skoczowa wygląda na przyjazną. Ciężko jest się mi do kogoś odezwać. Dochodzimy do ruin zamku i tutaj chwilkę odpoczywamy. Poznaje teraz Pana Piotra /organizatora/. On przecież był na Rajdzie Narciarsko-Pieszym „Ku Ľródłom Wisły”. Ilu wspaniałych ludzi można poznać na jednym rajdzie! Ruszamy w górę. Idziemy już bardziej z przodu. Kiedy trafia się okazja zagaduję Pana Piotra. Pierwszy temat to rajd. Już jest między nami mała nitka przyjaĽni. Idziemy z Panem Piotrem pięknym tempem. Styl chodzenia jest taki, że idziemy długi okres czasu, a póĽniej robimy dłuższy odpoczynek. Teraz wysilamy się, przyzwyczajamy do tempa. Z Magdą mam teraz okazję porozmawiać nie tak jak w domu przy herbacie, ale wędrując. Szkoda, że wcześniej nie chodziłyśmy na wspólne wycieczki. Myślę, że pora nad tym popracować. Jest wiele tematów, a czas szybko płynie. Przed dotarciem do Chaty pod Suchym mijamy piękne naparstnice. Nawet w jednym miejscu jest polana gdzie one sobie rosną. Wyglądają tak dostojnie. Przychodzimy do Chaty pod Suchym i tutaj robimy odpoczynek. Już drugi dzisiejszego dnia. Powoli dochodzi grupa. Nasza czwórka i Pani Emilia, która bardzo lubi kwiaty siedzimy przy stole na zewnątrz. Opowiadamy sobie. Pani Emilia to wspaniała osoba. Ma już swoje lata, a pięknie chodzi po górach czy to z Cieszynem czy ze Skoczowem. Mariusz podbił pieczątki. To chyba będzie już zawsze jego zadanie. Wypełnił też moją książeczkę. Po nabraniu sił możemy ruszać aby zdobyć Suchy! Gdybym wiedziała co to za szczyt :). Było dosyć trudno. Nie to żebym się poddawała, ale nie spodziewałam się tego. Pod koniec podejścia mogę pogadać z Panem Piotrem. Po wyjściu na Suchy przyznaje, że byłam zmęczona. Po tym wysiłku weszłam we właściwe tempo. Na Suchym robimy sobie odpoczynek. Możemy podziwiać piękne widoki!!! Tu jest wspaniale! Bardzo się mi tu spodobało! Kiedy tak sobie siedzimy przychodzi Pani z dołu, która się z nami niedawno witała. Pyta czy ktoś ma telefon, bo okazało się, że jej mąż schodząc z Suchego 5 minut od szczytu złamał nogę. Pan Zbyszek zadzwonił gdzie trzeba. Myślę, że wszytsko się dobrze skończyło. Góry dały o sobie znać.
Ruszamy w dalszą drogę. Teraz widzę, że ten nasz Beskid Śląski choćby jest łatwy. Troszkę się gimnastykujemy wśród skałek. Wspaniała zabawa, ale wciąż pamiętam to zdarzenie na Suchym. Trzeba zawsze mimo wszytsko uważać! Możemy podziwiać piękne roślinki! Tempo jest fajne. Teraz niestety jesteśmy z tyłu, żeby zrobić trochę fotek i nie blokować drogi. A jest co fotografować! To piękne okolice! Coraz bardziej kocham to pasmo, tutejsza przyrodę, tutejszych turystów. Są bardzo mili. Witają się serdecznie. Pogodę mamy bardzo ładną! Widoki są piękne! Okropnie wieje! A kiedy już zmierzamy z Małego Krywania na Wielki to czuję jakby mnie wiatr chciał porwać! Nie daję się tak łatwo, ale na Piekielniku zakładam kurtkę! Dzielnie maszerujemy! Cel mamy szczytny ;-). Żałuję, że nie zaprzyjaĽniłam się z kimś ze Skoczowa. Ale będzie jeszcze kiedyś okazja! W miarę jak idziemy nogi mi się wprawiają i nie czuję zmęczenia. Mniej więcej od Małego Krywania na Wielki miałam zaszczyt „prowadzić” grupę ;-). Fajnie tak iść przodem. Czuje się taka wolność! Ja to nazywam, że wpadam w trans, rytm kiedy idę bez zmęczenia. Tak się mi wydaje przynajmniej. Pokonuje się jedno wzniesienie po drugim. Kiedy patrzę ile już przeszłam na twarzy pojawia się uśmiech. Mam świadomość, że do celu jeszcze trochę. Na Piekielniku muszę już ubrać kurtkę. Wieje bardzo zimny wiatr. Dochodzi do mnie Iwonka, Magda jest niedaleko. Mariusz już mnie dogonił i tak idziemy razem na szczyt. Mariusz nie wie, że się z nim ścigam. Mam tę przewagę świadomości. I ją wykorzystuję! Jestem pierwsza! Dotykam słupka i głośno mówię: ”Pierwsza!” Mariusz się śmieje i jest drugi. Dochodzi chwilę póĽniej Iluś no i Magda. Dopiero póĽniej reszta grupy, choć nie wszyscy decydują się zdobyć szczyt. Wielki Krywań 1709 zdobyty! Udało się! Pamiątkowe fotki. Już nawet troszkę polubiłam zdjęcia, bo w końcu to świetna pamiątka.
Troszkę siedzimy na szczycie, ale mnie i Magdzie trochę zimno i schodzimy. Mijamy grupę odpoczywającą. Zmierzamy do kolejki. Wygląda to imponująco. Czekamy na parę z naszego samochodu. Okazuje się, że czasem dobrze poczekać, bo zabrakło dla nas karnetów i zjeżdżamy z dół za darmo! Oszczędziliśmy trochę pieniędzy. Słowacy to przyjaĽni ludzie. Zapamiętam to na zawsze! Wsiadamy i oblatuje mnie strach. Wszyscy siedzą sobie spokojnie, a mnie się kolana trzęsą. Kiedy przjeżdżamy obok filaru trochę trzęsie a mnie serce chce wyskoczyć. Jakoś dojechałam szczęśliwie na dół. Teraz czekamy na wszystkich. Odpoczywamy. Jesteśmy weseli i uśmiechnięci! Skoczów odjeżdża busem, a ja, Magda i Iwonka zostajemy. Będziemy czekać aż Mariusz zajedzie z nimi po samochód. Siadamy, zdejmujemy buty i gadamy! Jest wiele tematów i rozmowa w ogóle się nie kończy. Myślę, że nasza przyjaĽń zaczyna się zacieśniać! Kiedy widzimy autko, pakujemy się i ruszamy do Wisły! W samochodzie krótkie rozmowy. Zmęczenie daje o sobie znać. Patrzę za okno i smutno mi, że to już koniec. Tak cicho i spokojnie wracamy. Chętnie bym sobie zasnęła, ale szkoda mi tych widoków. Mariusz i Iwonka podrzucają nas do Czarnego. A teraz musimy się pożegnać. To nie jest łatwe;-) Było tak pięknie! Wszystko się mi podobało! Podziękowałyśmy i ruszyłyśmy szczęśliwe do domku. Teraz mogłyśmy spokojnie pogadać między sobą. Jak miło było się położyć we własnym łóżku! Tyle nowych wrażeń i doświadczeń!
WNOSKI:
1)W przyszłym roku muszę się zjawić na Rajdzie Narciarsko-Pieszym „Ku Ľródłom Wisły”! Choćbym miała iść w śniegu po pas. Tam można poznać wspaniałych ludzi!
2)Okropnie cieszę się, że możemy wspólnie wędrować i przebywać w swoim towarzystwie! Jestem z osobami, które tak jak ja - KOCHAJĄ GÓRY!
3)Pokochałam Małą Faure! Słowację i Słowaków! NIGDY NIE ZAPOMNĘ TEJ WYCIECZKI! TO BYŁ NAJPIĘKNIEJSZY DZIEŃ W MOIM ŻYCIU!